środa, 29 stycznia 2014

Prolog

Puk puk - usłyszała.
Akurat smażyła naleśniki dla siebie i dziadków. Wytarła dłonie w spodnie i pobiegła w stronę drzwi. Wyjrzała przez oko Judasza i ujrzała listonosza, który dzielnie roznosił listy po Nowym Yorku. Nadusiła klamkę i otworzyła drzwi, witając już dość starszego mężczyznę, szerokim uśmiechem.
- Witaj Joe - przywitała się ciepło - co masz dla nas? 
- Dwa listy. Jeden dla Barbary Darcy i drugi dla ciebie - odpowiedział. India odebrała dwie koperty i podziękowała skinieniem głowy, ciekawa zawartości swojego listu. Zamknę nogą drzwi i pobiegła do salonu, gdzie siedziała babcia, zapatrzona w telewizor.
- Kto to był, kochanie? - zapytała, odwracając się w jej stronę. Ruda usiadła na tapczanie obok babci i podała jej kopertę - rachunek za prąd, też mi niespodzianka - rzekła, udając znużenie. 
Indiana otwarła swój list. Widniało tam logo uniwersytetu, w którym chciała studiować. W zdenerwowaniu przegryzła swoją dolną wargę i z wielką ciekawością, zaczęła czytać. Pani Darcy próbowała odczytać z twarzy dziewczyny odpowiedź. Jednak na nic to się zdało, ponieważ nie dała ani jednej odznaki, że jest dobrze albo źle. Po pięciu minutach niepewności starszej kobiety, Indiana zaczęła krzyczeć z radości.
- Z radością informujemy panią, że dostała się na studia psychologii w Londynie - przeczytała fragment listu, który najbardziej ją zadowolił. Rzuciła kartką za siebie i mocno przytuliła babunie. Była tak bardzo szczęśliwa, jak nigdy w życiu.
- Gratuluje! Nie mówiłam, że na pewno się dostaniesz? - omal nie krzyknęła ciesząc się z sukcesu wnuczki.
Ruda dziewczyna nie miała łatwego życia. W końcu w wieku ośmiu lat straciła obu rodziców, ponieważ znaleźli się nie tam, gdzie trzeba. Robili zakupy w małym markecie w pobliżu domu.Nikt nie spodziewał się nagłego napadu, gdzie praktycznie wszyscy zakładnicy zginęli. Indiana strasznie się w sobie zamknęła i chciała popełnić trzy razy samobójstwo. Była do rodziców bardzo przywiązana, mieli jechać na wspólne wakacje, których z zniecierpliwieniem wyczekiwali. Na szczęście dzisiaj wszystko się unormowało i cieszy się życiem, mimo że rówieśnicy często naśmiewali się z jej rudych piegów i włosów. Nie jest zbyt lubiana w Nowym Yorku, ale ma Amy. Dziewczyny planują wspólną przyszłość. Chcą założyć razem gabinet psychologiczny.
Indiana pobiegła szybko do swojego pokoju, by zadzwonić do przyjaciółki. Nie musiała długo czekać, aż odbierze. Okazało się, że ją też przyjęli. Piszczały do telefonów, były wniebowzięte. Trudno im się dziwić, w końcu spełniło się ich marzenie i zrobili wielki krok w kierunku przyszłości. Nie wiedziała tylko, skąd jest ten smród. Po paru sekundach, uświadomiła sobie, że robiła naleśniki.
- Cholera! - krzyknęła i z prędkością światła poleciała w stronę kuchni.
Naleśnik był już całkowicie spalony i nie nadawał się do zjedzenia.
- Smacznego - mruknęła pod nosem, przeczesując wolną dłonią swoje rude włosy, by następnie wyrzucić do kosza ugotowaną potrawę.
- Indiana! - to był głos dziadka. Właśnie wchodził do kuchni, ledwo powstrzymując napad śmiechu na widok i smród spalonego naleśnika - chcesz nas otruć? - zażartował.
- Nie, po prostu zapomniałam o tym, że...
- Babcia już się pochwaliła - powiedział prosto z mostu - jestem z ciebie dumny, bardzo dumny. Dzwoniłem do cioci Nancy i z przyjemnością przyjmie cię pod swój dach - oznajmił, uszczęśliwiony tym, że India miała zacząć studiować. Wcześniej nie było na to szans z powodu braku pieniędzy, ale teraz sama dorabiała i państwo Darcy trochę odkładali, dzięki czemu mogła śmiało wyruszyć w podróż życia.
- Dziękuje dziadku - mężczyzna wziął ją w ramiona i mocna ścisnął. Nikt nie mógł sobie wyobrazić, jakie szczęście panowało w tym domu.



Wyjazd miał się odbyć za cztery dni. No i tak się też stało. Dwie przyjaciółki wsiadły w samolot pełne obaw i radości.Indiana trzymała w dłoni list od swoich kochanych dziadków, który postanowiła rozpakować dopiero u ciotki. Nie wiedziały co ich tam czeka, w dodatku miały być daleko od domu i swojego miasta. Zostawiły za sobą całą przeszłość, teraz liczy się teraźniejszość. Mogły zacząć wszystko od nowa.